Nie dość, że brokół to jeszcze łodyga?
Najbardziej niedocenioną częścią brokułu jest dla mnie jego łodyga. Większość osób ją wyrzuca, bo bywa twarda i zwykle omijają ją na talerzu szerokim łukiem. Ja też tak robię. Okazuje się, że łodyga świetnie sprawdza się jako baza do kremowego pesto i można ją w ten sposób wykorzystać. Ten patent sprzedał mi mój znajomy Sardyńczyk, który zjada i wykorzystuje chyba każdą część nietrującej rośliny, jaką napotka na swojej drodze.Jak robię to ja. Różyczki odkrajam i wykładam je później na talerz z makaronem, natomiast łodygę blenduję np. z wczorajszą resztką szpinaku z obiadu, dodaję dużą ilość oliwy z oliwek, parmezan, czosnek, bazylię i orzechy. Wszystko trafia do małego pojemnika blendera The Beast i po chwili powstaje intensywne zielone pesto. Dla mnie i moich dzieci wybijającym się smakiem w pesto powinien być parmezan.
To prosty sposób, żeby nie marnować warzyw, ale też naturalnie zwiększyć wartość odżywczą posiłku. Brokuły są bogate w związki wspierające gospodarkę glukozową, szpinak dostarcza antyoksydantów i chlorofilu, długo dojrzewający parmezan jest źródłem dobrze przyswajalnego wapnia, a oliwa z oliwek zawiera polifenole i korzystne kwasy tłuszczowe.
Przy okazji, to jeden z moich sposobów, dzięki którym „przemycam” dzieciom czosnek i dodatkową porcję zielonych warzyw, bez żadnych negocjacji przy stole.







